albo jak nie dać się zadziobać czarnym łabędziom.
Jakie jest ROI szczepienia na półpasiec dla, no, powiedzmy, dojrzałego faceta? A ROI wdrożenia porządnego systemu compliance w firmie farmaceutycznej? Backupów? A ROI pozbycia się szalonego króla (wszelkie podobieństwa do osób itd.)?
Działania chroniące przed mało prawdopodobnymi, wręcz czarnołabędziowymi, a druzgocącymi w skutkach zdarzeniami, są trudne do policzenia w skali opłacalności pieniężnej. Jeśli tylko prawdopodobieństwo zupełnej katastrofy (takiej zmiatającej z planszy) jest małe, ale nie znikome, warto ponieść znaczne koszty, przekraczające „racjonalne” wyliczenie zwrotu z inwestycji. Przy czym – nigdy nie ochronisz się zupełnie, ale przy ryzyku o rząd wielkości niższym będziesz znacznie lepiej spać.
Szacowanie ryzyka egzystencjalnego słabo współgra z liczeniem ROI, bo przecięcie egzystencji (albo bardzo poważne ograniczenie jej jakości) oznacza, że nie ma już żadnego R ani dalszych I. ROI zakłada, że gra toczy się dalej. A co, jeśli zdarzenie przerywa grę? Zadaj sobie pytanie, jakie jest obecnie ryzyko tego zdarzenia – i jakie ryzyko jest dla Ciebie akceptowalne.
To nadal da się policzyć i uzasadnić koszty zmiany, ale nie przez klasyczny zwrot z inwestycji. Jeśli Twoja firma jest warta miliard, ryzyko jej unicestwienia to 1%, a chcesz je obniżyć do 0,1% – no to w skali kilku-kilkunastu lat możesz uzasadnić bardzo istotne wydatki, nawet kilku procent jej wartości, żeby spać spokojnie(j). Na szczęście zazwyczaj potrzeba znacznie mniej: rozsądne uporządkowanie procesu compliance’owego kosztuje o dwa-trzy rzędy wielkości taniej. (Co do królów, nie mam pewności…)
Ochrona antyczarnołabędziowa – tania i skuteczna! To lubię.
